Z
wszechobecnej ciemności wyłonił się chłopak. Z pozoru zwykły nastolatek, jednak
coś go różniło od normalnych ludzi. Był Śmiercią, zabierał ludzi ze sobą do
nicości. Nie było ani nieba, ani piekła. To tylko naiwna wiara. Kłamstwa.
Obłuda. Fałszywa nadzieja. I tak wszystkie złe dusze spotykał taki sam koniec.
Kruczoczarna
kosa, której praktycznie nie używał, była jego znakiem rozpoznawczym.
Szaro-czarne, przydługie włosy zasłaniały jego bezdenne oczy o zimnym
spojrzeniu. Szkarłatny tatuaż przecinał prawe oko. Miał wystające kości
policzkowe oraz prosty nos. Blada skóra kontrastowała z jego czarnym ubiorem.
Wyglądałby niemal jak nastolatek, kiedy założyłby glany, skórzaną kurtkę oraz
zwykłe jeansy i podkoszulek, lecz coś go wyraźnie odróżniało od pozostałych dusz. Ogromne,
pierzaste skrzydła lekko lśniły od przytłumionego światła.
Upadły
Anioł, pomyślałbyś. Jeden z wielu. Niewiele różnił się od tamtych postaci,
porzuconych przez Boga. Nie wiesz, że to Śmierć, a nie Upadły.
Bladą
dłoń kładzie Ci na klatce piersiowej, tam, gdzie jest serce. Bezdenne oczy
stają się zimniejsze. Jesteś przerażony, chcesz uciec od niego. Krzyk próbuje wyrwać się z Twojego gardła, napotyka silny opór .Problem w tym,
że nie nic możesz zrobić, sparaliżował Cię jego dotyk. Czujesz od jego ręki złe moce,
które przepełniają Twój umysł lękiem.
-
Morte*. - Jest to ostatnie słowo, które słyszysz, kiedy umierasz.
Ostatnim,
co widzisz, są pióra przesycone ciemnością i śmiercią. Potem już tracisz
wszystko, co było człowieczeństwem. Albo żyjesz nadal w świecie ludzi jako
duch, albo trafiasz do nicości. To zależy od Twoich czynów, które dokonałeś za
życia...
*Morte
- port. Śmierć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz