Lubiłam swój wygląd. I nadal lubię. No bo jak nie lubić długich do bioder, lekko falowanych włosów o barwie gorzkiej czekolady, tych dużych oczu ciemniejszych od włosów, okolonych długimi, czarnymi rzęsami? Do tego dochodzi szczupłość, średni wzrost, delikatne rysy twarzy, pełne, delikatnie różowe usta. Jedyne za czym nie przepadałam, to moja bladość. Jednakże nie jestem już tak blada jak kiedyś. Moje skóra przybrała ładnego, kremowego odcienia.
Widziałam rzeczy i postacie, których nie widzieli inni. Zachowałam to w sekrecie. Jednakże ten „dar” jest zarazem moim przekleństwem. Ileż razy nie mogłam się skupić, słuchając jak te postacie rozmawiają? Wiele.
Ludzie, mam dopiero 16 lat! Pochodzę z bogatej, arystokratycznej rodziny, chodzę do szkoły publicznej, już pracuję jako kelnerka, wiem i umiem wiele dzięki tym dziwnym postaciom, ale… No właśnie, ale. Niby nie mam na co narzekać, jestem popularna, wszyscy mnie lubią… Jednak tylko udają przyjaźń. Nie wiem co to miłość, ciepło rodzinne, ani prawdziwa przyjaźń. A to wszystko przez to moje przekleństwo. Jednak jakoś muszę to wytrzymać, choć zaczynam coraz bardziej wątpić w swoje nerwy. Do tego ta przeprowadzka do jakiejś wiochy… Stare domy, zarośnięte okolice, zniszczone budynki. Wszystko śmierdzące starościca… A w pobliżu mojego nowego domu cmentarz!! To nienormalne! Co to wszystko ma znaczyć, ja się pytam??!!
Ale wiem jedno. Przeżyję. Wytrzymam aż rodzice się opamiętają i wrócimy do Serinli. Wytrzymam w tej dziurze o nazwie Wolfitown, albo nie nazywam się Sasori Okumura!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz